wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział 1 : List z Hogwartu.

Annabelle siedziała na łóżku w swoim pokoju, w wielkiej posiadłości Lestrange'ów. Nagle usłyszała stuk o okno. Zauważyła sowę.
-To na 100 % list z Hogwartu. - pomyślała.
 Nie myliła się. Chwyciła papierek i otworzyła kopertę.Zobaczyła to :

Przybiegła do mamy biegnąc w podskokach uśmiechnięta od ucha do ucha. Burza loków na jej głowie podskakiwała również.
-Mamo, mamo dostałam list z Hogwartu!
-Annabelciu, nie zachowuj się jak szlama. To było na 100 % prawdopodobne, że go dostaniesz. Przecież jesteś czystej krwi.
-Dobrze.To idziemy kupić rzeczy?
-Hmm..Już, już.
Nagle do pokoju wszedł ojciec Annabelle - Rudolf Lestrange.
- Co się dzieje? - zapytał.
-Nasza córka dostała list z hogwartu, - odpowiedziała pewna siebie Bellatrix.
-To na co czekacie? Do Olivandera po różdżkę!
Po paru minutach cała rodzina się spakowała. Pojechali na ulicę pokątną.
-Spróbuj tą. - powtórzył Olivander.
Giętka, 14,5 cala włos z ogona jednorożca, wierzba.
Annabelle zamachnęła ręką, a zamiast iskier wyskoczyło jakieś dziwactwo, które uderzyło w wazon rozbijając go.
-No to nie jest różdżka dla Ciebie.
Spróbuj tą :
Sztywna, 15 cali, włos z ogona jednorożca, odrobina smoczego serca  - jesion.
Z różdżki dziewczynki wytrysnęły iskry.
-Ile płacimy? - powiedziała Bellatrix.
-500 galeonów poproszę,
Annabelle chwyciła swoją różdżkę ciekawie się jej przyglądając. Była czarna, długa a na sobie miała jakieś srebrne kryształki. Podobała się jej.
-Ana, teraz nie ma czasu na zabawę różdżką. - powiedziała jej matka chowając różdżkę do pudełka.
-Bello, daj jej trochę swobody. Przecież się cieszy.
Po pewnym czasie kupili szatę, zwierzaka - kota, książki i inne potrzebne rzeczy. Teraz wystarczyły już tylko pójść na peron 9 i 3/4.
                                                                      ***
Doszli już na peron. Annabelle wiozła wózeczek z potrzebnymi rzeczami.
-Trzymaj się, napisz do nas gdzie Cię przydzielili! na pewno do Slytherinu.
Dziewczynka przytuliła się do rodziców i wleciała w ścianę. Była już na peronie 9 i 3/4. Przyglądała się ciekawie innym.Zauważyła pewną pulchną, rudą kobietę. Wyglądała miło, ale jak jej rodzice - Lestrange'owie opowiadali jej, że nie warto zadawać się z Weasley'ami. Że to biedacy i obdartusi.
Mierząc wzrokiem pewnego rudzielca (Rona Weasley'a) weszła do pociągu. Zauważyła tam swojego kuzyna - Dracona Malfoy'a. Był on tylko 3 miesiące starszy od niej. Przerastał ją chyba tylko połową głowy, ponieważ Annabelle była dość wysoka.
-Witaj kuzynko! Usiądziesz ze mną? To jest Crabbe, to Goyle a to Pansy - powiedział Dracon pokazując ręką na dwóch grubasów i jedną dziewczynę o dziwnym wyrazie twarzy.Dla Annabelle już wydawała się niezbyt miła. Zmieszana usiadła w przedziale, w którym był jej kuzyn. Chodząc po pociągu, natknęła się na przedział, w którym był Harry Potter. Też szedł pierwszy rok do hogwartu.
-No proszę proszę - zagadała. Pokaż blizne, Potter. - zaśmiała się, patrząc na Rudzielca i pewną dziewczynkę o długich, kręconych włosach.
-N- no dobrze... - Harry  pokazał bliznę.
-A ty to kto? - wskazała na dziewczynkę.
-Jestem Hermiona Granger.
-A jakiej jesteś krwi? (Lestrange'ów, Black'ów i Malfoy'ów zawsze nurtowało to pytanie).
-Jestem mugolskiego pochodzenia..
Wszedł Draco, ciągnąc za szatę Annabelle.
-Chodź, nie warto zadawać się ze szlamami. - Draco widocznie usłyszał odpowiedź przemądrzałej dziewczynki.
-Masz racje, to szlama.  - pokiwała głową na znak aprobaty.
Hermionie łezka poleciała po twarzy.
-Nie nazywaj jej tak! - Powtórzył rudzielec.
-O witaj, Weasley! - powiedziała Annabelle. To ten zdrajca krwi. Chodź, nie siedźmy koło Hermiony bo ubrudzimy się szlamem. Poszła z Draconem do przedziału, w którym siedziało dwóch grubasków i dziewczynka o niezbyt sympatycznej twarzy - Pansy Parkinsson.
Po pewnym czasie było widać już hogwart.
- Wow, już prawie jesteśmy! - powiedzieli prawie wszyscy uczniowie.
-Moi drodzy! - odezwał się pewien niski, sympatyczny głos.
-Nazywam się Rubeus Hagrid - gajowy hogwartu, Musicie wejść do łódek, by przepłynąć jezioro. Za mną!
Gdy przepłynęli jezioro, przyszła pewna czarownica w kapeluszu z włosami spiętymi w koka. Była w babcinym wieku. Na jej twarzy można było zauważyć kolumny zmarszczek.
-Moi kochani, wszystko wam wytłumaczę. Jestem profesor McGonnagall, nauczycielka transmutacji i opiekunka Gryfonów. Zostaniecie przydzieleni do frakcji , zwanych domami.A noszą one takie nazwy :
-Gryffindor - mieszkańcy tego domu to Gryfoni, Slytherin - zamieszkują go Ślizgoni.( w tym momencie Annabelle się uśmiechnęła) Ravenclaw - Krukoni i Hufflepuff - Puchoni. Wejdźmy do środka, tiara przydziału zaraz rozpocznie swoją pracę.
Uczniowie ujrzeli wielką salę, w której stało mnóstwo stołów z jedzeniem.
McGonnagall wyczytała nazwisko pewnej dziewczynki.
-HUFFLEPUFF! - wykrzyknęła tiara, a Puchoni zaczęli wiwatować.
Weszła Hermiona.
-Spokojnie, to nic takiego. Nie denerwuj się, - powtórzyła szeptem.
-Pasowałabyś do Ravenclawu - inteligentna, mądra, ale też odważna. No niech będzie.
-GRYFFINDOR!
Profesorka wyczytała wyraźnie - Annabelle Lestrange!
Dziewczynka podeszła na trzęsących się nogach do tiary. Nim wyniszczony, stary kapelusz zdążył opaść jej na głowę, wykrzyknął :
SLYTHERIN!
Crabbe i Goyle - dwóch grubasków, Dracon Malfoy, Pansy Parkinsson i reszta  Ślizgonów bili brawo. Annabelle usiadła i wzięła dyskretnie coś ze stołu.

CIĄG DALSZY NASTĄPI.
Myślę, że się podobało. To pierwszy rozdział, już mnie ręce bolą od pisania.
Czekajcie na następny, na pewno nie będzie nudniejszy niż ten :)
Pisała dla was Iza :-)

1 komentarz:

  1. Super! Masz talent.Czułam się,jakbym czytała książkę J.K Rowling.Lecz moim zdaniem Annabelle powinna być pewna siebie tak jak Draco.

    OdpowiedzUsuń